Tom zawiera także ostatnie utwory pisarza. Wśród nich na szczególną uwagę zasługuje odczytana z rękopisu niedokończona Pieśń o Świętym Jakubie Młodszym, Apostole synów Izraela, wyznawców Jezusa Chrystusa. Na poematy zaś składają się Winogrona Antygony, Kasandra, Golem, Faust zwyciężony, Pieśń o życiu i śmierci Chopina.
R. Brandstaetter, „Przypadki mojego życia” R. Brandstaetter, „Krąg biblijny” R. Brandstaetter, „Pieśń o moim Chrystusie” O. Jan Góra OP, „Był jak przechodzień do domu Ojca” Roman Brandstaetter: Żyd, który spojrzał na Ukrzyżowanego. Doznał wstrząsu i dokonał wyboru
Entdecken Sie Veröffentlichungen von Roman Brandstaetter auf Discogs. Kaufen Sie Platten, CDs und mehr von Roman Brandstaetter auf dem Discogs-Marktplatz.
Pomnik Romana Brandstaetterna na rogu ulic Wałowej i Rybnej w Tarnowie. Autor rzeźby Jacek Kucaba. Roman Brandstaetter (1906-1987) - pisarz, poeta, dramaturg, tłumacz. Urodził się w Tarnowie, w żydowskiej rodzinie inteligenckiej, jako syn Ludwika i Marii z domu Brandstaetter. Jego dziadek, Mordechaj Dawid Brandstaetter (1844-1928), był właścicielem tłoczni oleju lnianego
Pieśń o moim chrystusie . Stanisław Soyka. Teraz i po wszystkie czasy. 02:40 Writer: Roman Brandstaetter / Composers: Stanisław Soyka. 07. O dniu radosny .
O swoim odkryciu – Jezusie Chrystusie – Zbawicielu napisał przejmujący poemat „Pieśń o moim Chrystusie”. Kiedy czytamy wskazanie poety: „Młodzieńcze/ przyłóż ucho do krzyża/ tam bije twój czas”, nie mamy wątpliwości, że to najlepsza instrukcja dla nas, którzy w wierze jesteśmy wiecznymi młodzieńcami.
. Brandstaetter Roman (1906-1987) dodaj do schowka usuń ze schowka Dramatopisarz, poeta i tłumacz. Urodził się w 1906 r. w Tarnowie, studiował filologię polską i filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim. W latach 1929-31 przebywał w Paryżu, a po 1935 r. odbył podróż do Grecji i Turcji. Na początku II wojny światowej wyjechał do Wilna, a później przez Rosję i Persję trafił na Bliski Wschód. Po wojnie, w latach 1947-48 był attache kulturalnym w Rzymie. Po powrocie do kraju, w latach 1948-49, pracował w Poznaniu jako kierownik literacki w Teatrze Polskim i Operze. Z jego bogatego dorobku twórczego należy wymienić Pieśń o moim Chrystusie (1960), tetralogię powieściową Jezus z Nazarethu (1967-73), Cztery poematy biblijne (1972), Krąg biblijny (1975) oraz dramaty, Powrót syna marnotrawnego (1947), Milczenie (1957) i Dzień gniewu (1965). Był także autorem libretta do opery Tadeusza Szeligowskiego Bunt żaków (1951). W latach 1950-58 przebywał w Zakopanem, a od 1960 r. zamieszkał na stałe w Poznaniu. Tutaj zmarł w 1987 r., pochowany został na cmentarzu na Miłostowie. Więcej: Bystrzycki Przemysław, Szabasy z Brandsteatterem, Zwierzyniec; Rzeszów; Ostoja 2002. Galeria artykułu Komentarze (0)
Roman Brandstaetter – pieśń o moim Chrystusie (cz. II). 2016-10-14 Bóg pojednał nas ze sobą przez Chrystusa... 2 Kor 5, 18 Inspiracje biblijne w literaturze to cykl, który zachęca do odkrywania sensu "Biblii jako wielkiego kodu kulturowego" (Northrop Frye). Jan Paweł II i Benedykt XVI przekonują, że w Piśmie Świętym zawierają się wartości antropologiczne i filozoficzne, które miały pozytywny wpływ na całą ludzkość (por. Fides et ratio, 80; Verbum Domini, 110). Tym razem sięgniemy - w trzech kolejnych odcinkach - do twórczości Romana Brandstaettera (1906-1987) - polskiego pisarza, poety, dramaturga i tłumacza. Inspiracje biblijne w twórczości Brandstaettera Twórczość Romana Brandstaettera (1906-1987) stanowi zapis doświadczeń i przeżyć człowieka pozostającego w ciągłym dialogu z Bogiem. Jej szczerość i autentyzm, pasja poszukiwania prawdy, pragnienie zwycięstwa wartości moralnych świadczą o zaangażowaniu pisarza w budowę bardziej ludzkiej cywilizacji. Poeta był gorliwym poszukiwaczem prawdy i zwolennikiem wyższości wartości moralnych nad estetycznymi, co nie wpływa na obniżenie poziomu artystycznego utworów. Jego poezję uważa się za złożoną, nawet trudną, a poetę za intelektualistę, „spadkobiercę tej kultury, wiedzy i kunsztu, jakie cechowały chrześcijańskich uczonych poetów renesansowego humanizmu” („Życie i Myśl” 1987, nr 3-4, s. 64). Liryka Brandstaettera uważana jest także za jedno ze szczytowych osiągnięć poezji religijnych. W oryginalny sposób mówi o złożoności ludzkich kontaktów z Bogiem, o trudzie zdobywania wiary, o naturze Absolutu, człowieka i wszechświata. Jest głęboko zakorzeniona w Piśmie Świętym, które stanowiło największą pasję pisarza i okazało się główną inspiracją jego twórczości. Semicki styl myślenia i smak estetyczny Rabbiego Brandstaettera wyraziły się w jego pragnieniu, aby „duch hebrajszczyzny unosił się nawet nad łacińską literą” („Kresy” 1999, nr 8, s. 84). Jego liryka uzyskała status twórczości powszechnie rozumianej, dotykającej podstawowych problemów ogólnoludzkich, uniwersalnych, których źródłem kultury europejskiej są Biblia i antyk. „To, co ja tworzę i to, co mnie tworzy musi być wynikiem Dobroci, bez której człowiek i świat istnieć nie mogą. Jestem, gdy jestem dobry. Oto jedyna miara mojego człowieczeństwa i istnienia” - mówił sam twórca („Słowo Powszechne” 1974, nr 292, s. 1) Wyznanie wiary w Biblię, oddanie czci jedynej Księdze zostało poświadczone ofiarnym życiem pisarza i jego bogatą twórczością, głęboko osadzoną w realiach i poetyce Starego i Nowego Testamentu. Po latach poeta wyznał: ”Tęsknię za Pismem Świętym”, a wychował się „w domu, gdzie tradycja Starego Testamentu tętniła autentycznym życiem, dlatego przygoda z Biblią zaczęła się dla autora już we wczesnym dzieciństwie. Postać dziadka, który uczył go, jak kochać Biblię, wyjaśniał kwestie historyczne, odkrywał ich znaczenie w planach Bożych, czy osoba matki, która uczyła syna czytać i pisać po polsku na tekście Pisma Świętego, wpoiły dziecku miłość i cześć dla Biblii” (Cz. Ryszka). Dziadek zostawił wnukowi swoisty testament: „Będziesz Biblię nieustannie czytał (…), będziesz ją kochał więcej niż rodziców (…). Więcej niż mnie (…). Nigdy się z nią nie rozstaniesz (…). A gdy się zestarzejesz, dojdziesz do przekonania, że wszystkie książki, jakie przeczytałeś w życiu, są tylko nieudolnym komentarzem do tej jedynej Księgi (…)”. Poeta i prozaik posiadł więc to, co sam nazywał „kulturą czytania Pisma Świętego”. Biblia stała się źródłem, życiowym sterem i lustrem, w którym poeta szukał odpowiedzi na pytania stawiane przez trudną rzeczywistość. O Biblii mówił: Wszystko jest w Tobie, Cokolwiek przeżyłem. Wszystko jest w Tobie, Cokolwiek kochałem. („Biblio, ojczyzno moja”) Czerpał z ducha kultury hebrajskiej, w wierszach stosował poetykę biblijną, na wszystko patrzył „z Bożej perspektywy”. W sposobie przedstawiania Jezusa i Jego Matki wykazał niezwykłą troskę o ich biblijną autentyczność. Droga poety do odkrycia Chrystusa Brandstaetter pisał: "Ja (…) Żyd z pokolenia Judy, / Dźwigający w sobie święte dziedzictwo przodków i królów,/ pustynnych wędrówek i Świątyni… / wychowany na Torze, Talmudzie i Misznie. W religii jego narodu nie było miejsca na osobę Jezusa. Ale od czasu zetknięcia się z wierszem J. Tuwima „Chrystusie” tajemnicza postać obcego Boga nie daje poecie spokoju i stale go intryguje. Został poruszony faktem, że „można być Żydem, nie przyjąć chrztu i wierzyć w Chrystusa”. Zaczął pisać wiersze o Chrystusie, o św. Franciszku, niewiele wiedząc o nich. Podczas pierwszego pobytu w Ziemi Świętej często sięgał po Nowy Testament i kierował swe myśli w stronę Chrystusa. Odpowiedź przyszła na szlaku emigracyjnej tułaczki w Palestynie, kiedy rozpoznał w Jezusie Boga. Znalazł reprodukcję rzeźby z XVII wieku z kościoła San Damiano w Asyżu-był to Ukrzyżowany w chwilę po śmierci. W „ Kręgu biblijnym” napisał : „ Ten martwy Chrystus żył. Pomyślałem: Bóg”. Na ziemi ojczyzny swych przodków odnalazł drogę do ojczyzny duchowej. Pochłaniał Ewangelie,żywoty Jezusa ( i doszedł do uznania Jezusa za prawdziwego Mesjasza; w swym doświadczeniu Jezus stał się Chrystusem wiary, wywarł głęboki wpływ na twórczość, czego wyrazem są „Jezus z Nazaretu”, czy poemat „Pieśń o moim Chrystusie”. Stwierdził :” Zrozumiałem, że Chrystus Nowego Testamentu jest rzeczywistym wypełnieniem Starotestamentowej Obietnicy”. W 1960 r. wydaje poemat „Pieśń o moim Chrystusie”. Hasłem programowym i tezą stało się powyższe wyznanie, że Nowy Testament wypełnia Stary i odtąd poeta upomina się w swej twórczości o historyczny, osadzony w realiach i tradycji Starego Testamentu, obraz Jezusa. Żona pisarza zauważyła: "Jego stosunek do Jezusa jest dziwny (…). Często odnoszę wrażenie, jakby uważał Boga-Chrystusa za Najwyższego Patriarchę swojego rodu, za Praojca, do którego przychodzi się na rozmowę, po radę, w gościnę, ze swoimi kłopotami i troskami, z którym prowadzi się długie rozmowy, a nawet burzliwe dyskusje” (J. Góra, Gość wiecznego domu). Z utworów Brandstaettera patrzy realny Jehoszua z Nazaretu, Żyd, Galilejczyk z pokolenia Judy. Słownictwo, metafory, których poeta używał, były związane z rolnictwem, pasterstwem i z życiem na wsi. Dla swych ziomków Jezus był jednym z chasidim, świętym, charyzmatycznym mężem, uzdrawiaczem chorych, kaznodzieją, nauczycielem religijnym. Zaskakiwał kategorycznością swej nauki, nie powoływał się na czyjś autorytet, kiedy przemawiał w synagogach, nie stał , jak wszyscy inni, tylko siedział niczym król. To On właśnie powiedział: "Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko wypełni”. Dla pisarza słowa i czyny Jezusa nie są zaprzeczeniem idei judaizmu, lecz jego doskonałym dopełnieniem i kontynuacją. W dramacie „Dzień gniewu” padają znamienne słowa: Żydem dopiero wówczas będziesz w pełni, Gdy uznasz Boga w cierpiącym Chrystusie. 28 września 1987 r. pisarz przeszedł „ze śmierci do życia”. Odszedł człowiek , który był wielkim polskim moralistą drugiej połowy XX wieku, człowiek oddany służbie Biblii, obdarzony talentem powiązanym z ogromną erudycją, pracowitością, wrażliwym sercem i krytycznym umysłem. Potrafił spożytkować tradycję, jaka go ukształtowała, swoje zdolności i doświadczenia. Jego twórczość to nieustanne szukanie drogi do Boga, pytania o sens życia, cierpienia, o wiarę i miłość człowieka i Boga. Krystyna Źródła: Brandstaetter R., Pieśń o moim Chrystusie, w: Krąg biblijny i franciszkański, Kraków 2004. Góra J., Gość wiecznego domu, Poznań 1990. Ryszka Cz., Wyznanie wiary w Biblię (Roman Brandstaetter), w: Na tropach Boga. Przygoda z literaturą XX wieku, Kraków 1999.
widok: sortuj: Roman Brandstaetter Pieśń o moim Chrystusie Hymny Maryjne dodaj do listy życzeń Opis Używana Uwagi: Brzegi stron zakurzone, Obwoluta wytarta ,zakurzona ,naderwana TIN: T01213722 Rok wydania: 1988 Rodzaj okładki: Twarda z obwolutą Roman Brandstaetter Pieśń o moim Chrystusie Hymny Maryjne dodaj do listy życzeń Opis Używana Uwagi: Oprawa lekko wytarta, posiada dodatkową foliową obwolutę, Brzegi stron lekko zakurzone, TIN: T01271719 Rok wydania: 1988 Rodzaj okładki: Twarda z obwolutą Inne tego autora -7% Roman Brandstaetter Księgi Starego Przymierza 145,00 zł 134,13 zł -7% Roman Brandstaetter Psałterz 49,00 zł 45,33 zł -7% Roman Brandstaetter Księgi Nowego Przymierza 149,00 zł 137,83 zł -8% Roman Brandstaetter Jezus z Nazarethu 8,00 zł 7,40 zł -8% Roman Brandstaetter Jezus z Nazarethu tom I do IV zestaw 2 książek 74,00 zł 68,45 zł -7% Roman Brandstaetter Jezus z Nazarethu 2 tomy 39,00 zł 36,08 zł -8% Roman Brandstaetter Pieśń o moim Chrystusie 9,00 zł 8,32 zł -8% Roman Brandstaetter Brandstaetter Poezje 9,00 zł 8,32 zł Zobacz więcej > Inne tego wydawnictwa -7% Jakub De Voragine Złota legenda 13,00 zł 12,03 zł -8% Mariusz Affek Bożogrobcy w Polsce 58,00 zł 53,65 zł -8% Praca Zbiorowa Millenium polskie walka o rząd dusz 14,00 zł 12,95 zł -7% Aleksandra Witkowska Titulus ecclesiae Historia 22,00 zł 20,35 zł -8% Zbigniew Szacherski Wierni przysiędze 14,00 zł 12,95 zł -8% John Henry Newman Rozmyślania i modlitwy 8,00 zł 7,40 zł -7% Carlo Carretto Pustynia w mieście 9,00 zł 8,33 zł -8% Leon Dyczewski Kultura w całościowym planie rozwoju 8,00 zł 7,40 zł Zobacz więcej >
Roman Brandstaetter "Kuszenie na pustyni." fragment z "Pieśni o moim Chrystusie" I Człowiek codziennie wychodzi na pustynię I nie zna granic tej pustyni. I codziennie kuszony jest człowiek, I nie zna granic tej pokusy. I codziennie walczy ze złem, I nie zna granic tego zła. II Jestem na pustyni, Na szczycie góry Dżeb-El-Rab, W kręgu pokusy i nienasycenia. Czytam księgi mądrości, Napisy na stożkach Niniwy, Tablice Marduka I potrójnie zapisane palimpsesty. Nie mogę zasnąć. Fruwające nade mną Nagie kobiety, owinięte W rzekę swoich włosów Jak w prześcieradła, I silni mężczyźni W kłębach cyklonu. Wolę wierzyć w obecność Dwóch bogów: dobra i zła, Niż w jednego Boga, Który w imię dobra Czyni zło. Manichejska modlitwa Nie przynosi mi bogini z Dżeb-El-Rab Położyła na stole proszek chcę już więcej słyszeć przypowieści O martwych rodach, szczepach i plemionach, Ani o laskach pasterskich zatkniętych W pustynnym piasku. Asyryjska rzeź Trwa do okna. Widzę rozległe królestwa, Przez które ciągną karawany Bezsilnych i zmęczonych trwa tez wieczór pustynny. Pragnę być sam z moim zwątpieniem I demonami III Uderzam w struny harf, Lecz wszystkie melodie brzmią fałszywie. W pływających ogrodach ludzie od wieków, Uśmiercając stare zło, tworzą nowe. Boli mnie Wzajemna wrogość ziemian Nie pogodzonych z losem. Podnoszę czoło Znad ziemi, ale ten gest buntu Przeciw ugorom nie jest dowodem Mojej zgody ze żyznym żyjemy obok siebie Jak ogień i woda, Płonąc i sycząc. Pomieszały się nasze mowy, A nasze ręce, Wzywające pomocy, Są niezrozumiałe Jak kabalistyczne znaki Pomiędzy brwiami mędrca, Wywołującego ze środka koła Postać Azazela. Ten wieczór jest jądrem pustyni, Stolicą drapieżnych zwierząt I zaczajonych do skoku tygrysich aniołów. Od jednych pragnę uciec, Do drugich pragnę dążyć, Ale nie umiem zdobyć się Ani na rezygnację Ani na trwa tez wieczór pustynny. Pragnę być sam z moim zwątpieniem I demonami IV Gorzka jest prawda jak migdał, Który staram się rozgryźć. Smak goryczy Jest dowodem jej nieskazitelnej mnie myśl o ateizmie I kusi mnie myśl o pustyni Dudael, Gdzie spoczywają kości Azazela I kraczą kodeksy Henocha. Zaczynam wierzyć, że nie ma nagrody Za dobre uczynki i kary za grzechy, Że wszystko jest przypadkiem, Że Bóg jest tak samo bezlitosny i bezsilny Jak mnie myśl o powszechnej negacji I kusi mnie myśl o powszechnym szaleństwie. Dlatego gdy przyszły do mnie kości Azazela, Zamieniłem moje kamienie w chleb, A potem skoczyłem ze szczytu świątyni W dolinę Cedronu, w sieć, Którą rozciągnęli pode mną Cyrkowcy w szkarłatnych frakach, A potem złożyłem im pokłon I panowałem Nad królestwami ziemi. Uczyniłem to wszystko, ponieważ Pragnąłem dowodów mojego istnienia W godzinę prawdą jest, Że nie dążę do Boga, Ale chcę być bogiem, Śniadym jak noc z kości słoniowej. Unoszę się w powietrzu W obłokach jelonków. Moje czoło jest tablicą przykazań, A moje ręce są siedmioramiennymi świecznikami. Wśród śpiewu ryb, ptaków i gryfów Wstępuję W niebo przerażonych urzędników, W niebo siedmiu grzechów głównych, W niebo fosforyzującej bogini Z Dżeb-El-Rab, Gdzie wśród filigranowych palm Psalmiści I satyrycy, I młodzieńcy o miedzianych udach, I kobiety o pełnych wargach, Dobrowolnie Z miłości do samych siebie Unicestwiają się, Znikają Jak kwiaty Na wyblakłych trwa tez wieczór pustynny. Pragnę być sam z moim zwątpieniem I demonami V Wszyscy mnie opuścili. Tylko Bóg codziennie zsyłał znaki, Ale były one dla mnie bezużyteczne, Gdyż nie umiałem ich odczytać. Z początku tym znakiem była choroba, A potem był nim śpiew znużonych żołnierzy Nad studnią psalmów. Aż wreszcie pewnej nocy Znalazłem starą gazetę, w której leżała zmięta Reprodukcja krzyża. Lecz zamilcz, serce. Szczegóły pozostaw niebiosom i wtedy zrozumiałem, Że chleby, które stworzyłem Z kamieni pokusy, Nigdy nie zaspokoiły mojego głodu, Że mój lot z krużganku świątyni Na niebezpiecznych rękach cyrkowców Był tylko złudzeniem, Że królestwo, Które otrzymałem w darze, Było tylko uschniętym wtedy zobaczyłem, jak w Twojej komnacie Gasną powoli kandelabry. Twój cień W kształcie kosmosu przesuwał się po ścianie I zbliżał się ku mnie W niewidzialnych dźwiękach poezji, Tej muzyki filozofii, Którą skomponowali Harfiści i apostołowie. Ale byłem wtedy jeszcze Jak znużona jaszczurka, Wygrzewająca się na pustych schodach. Wystarczył Twój krok, Bym krył się przed Twoim obliczem, Boże, Głęboki jak smutek Człowieka już minie ten wieczór pustynny Wraz ze zwątpieniem i demonami. VI We mnie jest tropikalna burza, We mnie jest wielka przepaść, We mnie są wytrzebione królestwa. Lecz Ty, który jesteś w mojej krwi I znasz jej pychę i głód, Nie wódź już dłużej na pokuszenie Mojej krwi, pychy i głodu, Lecz przebacz pustkę i brzydotę nędzarzowi, Zaludnionemu chórem Baalfagorów, Spożywających grzeszne potrawy W naczyniach umarłych. I nie niszcz mojego ducha, Panie, Jak zniszczyłeś szczep Datana i Abirama, Ale odnów go Jak mury świątyni, W której spoczywały węże Na ołtarzach. Bo ja pragnę, Boże, na przekór Wszystkim zwątpieniom i pokusom, W godzinę mojej śmierci, Gdy już nikogo nie będzie Między mną a Tobą, Spocząć W Twoim spojrzeniu, Pod lukiem rodzynkowego domu Moich przodków, Którzy jak koniki polne Śpiewają pod świętymi księgami. /dziękuje Kasi za przesłanie mi tego wiersza./
„Gdybym zaczął pisać bzdury o miłości ziemskiej Marii Magdaleny do Jezusa, to by kupowali, tłumaczyli, czytali. Chcą książek, które by ich uspokajały, rozgrzeszały, zwalniały, uniewinniały. W imię wierności sobie – nie mogę. Nie mogę się sprzedać. Byłbym bogaty, ale musiałbym sobie w twarz napluć”.„Wiara w Boga była jego oddechem. Była we wszystkim, co robił i o czym myślał. Posiadał ją w nadmiarze, jeśli wiarę można posiadać w nadmiarze” – wspominał o. Jan Góra OP.„Wielkie dziedzictwo duchowe wspólne chrześcijanom i Żydom upewnia mnie w przekonaniu, że moje «odejście» od judaizmu, moja «zdrada», jak to chcieliby widzieć niektórzy, nie jest odejściem w znaczeniu dosłownym. Ja dotykam obu krańców łuku” – pisał Roman Jan Góra i Roman Brandstaetter„Opowieść o człowieku, który z daleka szedł do Jezusa. Z ziemi sytej nad Jordanem do ziemi sytej nad Wisłą” – napisał w dedykacji do książki o Romanie Brandstaetterze pt. Był jak przechodzień do domu Ojca o. Jan Góra OP, jego wieloletni przyjaciel. Pójdźmy po śladach tej opowieści. 116 rocznica urodzin poety, pisarza, tłumacza i wspaniałego znawcy czasów Chrystusa, która przypada 3 stycznia, jest do tego dobrym pretekstem.– Życie i upokorzenie pisarza są pokarmem i chlebem powszednim jego twórczości. Całym sobą płacimy za słowo – twierdził Roman Brandstaetter pod koniec swojego 80-letniego życia, podkreślając odpowiedzialność, która spoczywa na się w notatki o. Jana Góry natrafiłam na fragment wspomnienia, które w 1997 r. zapisał o poecie. To ważne wyznanie i definicja moralnego kodeksu autora Kręgu biblijnego z jednej strony i diagnoza, jakże smutna, naszej ludzkiej kondycji, z się sprzedać?Ojciec wspominał: „Kiedyś, wróciwszy z zagranicy, na pytanie, jak tam, odpowiedział mi tak: «Widzi ojciec, nadszedł czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swych pragnień zgromadzą sobie nauczycieli, a żądni tego, co łechce ucho, odwrócą słuch swój od prawdy i obrócą się ku baśniom. Tak jest zaczął pisać bzdury o miłości ziemskiej Marii Magdaleny do Jezusa, to by kupowali, tłumaczyli, czytali. Chcą książek, które by ich uspokajały, rozgrzeszały, zwalniały, uniewinniały, w których znajdowaliby potwierdzenie własnego sposobu myślenia… i jestem już za stary. Za dużo przeżyłem. W imię wierności sobie – nie mogę. Ewangelia jest inna. Ona jest wymagająca, radykalna, jasna, jedyna… Nie mogę się sprzedać. Byłbym bogaty, ale musiałbym sobie w twarz napluć…»”.O. Góra wspominał, że pisarz prowadził „wielką księgę ześwinień pisarzy”. Odnotowywał tam, z bólem, nazwiska osób, które pisały peany na cześć Stalina albo za talony na samochód donosiły na kolegów. Uważał, że Pana Boga obraża brak rozumu, brak wychowania i ogłady, brak przyzwoitości i szmatławość.„Ojcze, szmatławość, w stosunku do niej jestem zupełnie bezradny…” – żalił się podniesionym w obłoku dymu„To był gwałtownik, skory do nagłych wybuchów, żałujący za moment swego uniesienia. Łagodniejący po chwili i szukający kompromisu i zgody. Ceremonialnie nabijający tytoniem fajkę, pieszczący fajczaną lulkę z lubością, zawsze wśród kłębów i smug fioletowego dymu zastygającego nad nim na kształt trzymający się za serce, przystający co parę kroków, by odpocząć, a kiedy dolegliwości mijały i ból ustępował, ruszający dalej w drogę. Fajka to osobne zagadnienie. Odrębne, samo w sobie. Była nieodłącznym atrybutem mistrza Romana. Z nią, w jej towarzystwie, zawsze się ukazywał, pisał i szedł do kościoła, otwierał drzwi i siadał w fotelu. Dobór fajki i tytoniu zajmowały mu sporo czasu i energii” – wspominał ostatnią porcję ulubionego amerykańskiego tytoniu Revelation poprosił o. Górę w 1987 r., gdy ten jechał do Wiednia. Cena okazała się jednak zaporowa dla zakonnika i ten długo zwlekał z kupnem. Zanim wydał 60 szylingów prośba o tytoń okazała się być ostatnim życzeniem Mistrza – Brandstaetter zmarł 28 z tytoniem do fajki nie zdążył. Jednak prośbę wypełnił. Kupiony tytoń rozsypał ukradkiem na grobie poety, aby ten zanurzył się w fioletowy, pachnący obłok, w którym tak lubił się z TarnowaRoman Brandstaetter urodził się w żydowskiej rodzinie inteligenckiej w Tarnowie 3 stycznia 1906 r. Jego dziadek, Mordechaj Dawid Brandstaetter był właścicielem tłoczni oleju lnianego i znanym twórcą literatury hebrajskojęzycznej, a także autorem opowiadań i on nauczył wnuka całego Pięcioksięgu jeszcze zanim ten poznał litery. Siadał w fotelu, brał chłopca na kolana i opowiadał mu Torę. Jakiś czas później kamyczek do biblijnej formacji chłopca dołożyła mama – postanowiła nauczyć go czytać i pisać po polsku na Piśmie Świętym, w przekładzie ks. Wujka.„Nie znam nikogo spośród moich przyjaciół, bliższych i dalszych znajomych, który by się uczył pisania i czytania na Wujkowej, wcale niełatwej polszczyźnie” – pisał w Kręgu powszechną i gimnazjum męskie ukończył w rodzinnym Tarnowie, egzamin dojrzałości zdał w 1924 r. w Krakowie i tam, na Uniwersytecie Jagiellońskim, studiował filozofię i filologię polską. W 1926 r. na łamach „Kuriera Literacko-Naukowego” zadebiutował jako poeta. Doktorat zrobił z Mickiewicza.„Roman Brandstaetter narodził się późno. O wiele później, niż wskazuje jego data urodzenia. Narodził się pewnej grudniowej wietrznej nocy, już bliżej rana, w Jerozolimie. Tam w Palestynie zobaczył na nowo i poznał Chrystusa” – pisał o. rodzina Brandstaettera zginęła w krematoriach Treblinki. Dowiedział się o tym w czasie pobytu w Jerozolimie. To był wstrząs, o którym nigdy później nie napisał i nie opowiedział. Ukrył ból głęboko, zasłonił szczelnie i nawet najbliższych nigdy do tej przestrzeni nie też przed tą czeluścią chronił, bo „była delikatna”. W Przypadkach mojego życia wrócił na chwilę do ostatniego spotkania z matką we wrześniu 1939 r.„Pamiętam tę noc i te schody, którymi wtedy schodziłem. Stałaś w drzwiach zapłakana. Domyśliłem się, że chciałaś mnie zatrzymać, ale nie śmiałaś tego uczynić. Była to bowiem ostatnia szansa mojego ocalenia, a ty gorąco pragnęłaś, abym pozostał przy życiu. Pomny na ostrzeżenie Pańskie skierowane do uchodźców uciekających z płonącego miasta, nie przystanąłem na zakręcie schodów, i nie obejrzałem się, aby cię po raz ostatni ujrzeć. Dlatego nie wiem – a ta niewiedza jest wyrzutem mojego sumienia – jaki był wyraz twojej twarzy w przyćmionym świetle lampy okalającym twoją głowę. Ty już dawno nie żyjesz. A ja wciąż schodzę tymi samymi schodami i wciąż boję się za siebie obejrzeć”.„Od tamtej pory modlitwa za popiół stała się jego modlitwą codzienną” – mówił o. – Człowiek, który niepokoiWe wschodniej ścianie tarnowskiej katedry wisi miedziany krucyfiks. Wkomponowano go w katedralne mury w 1899 r., a więc siedem lat przed narodzinami Romana. Rzucał się w oczy i chłopiec z żydowskiego domu znał go dobrze. Bardzo niepokoił ten Człowiek wiszący na ścianie, w cierniowej koronie, wyglądający na bardzo czasem bał się tak bardzo, że chodził na rynek okrężną drogą. „Ten rozpięty na krzyżu Chrystus, sczerniały od deszczów i wiatrów napawał mnie coraz większym niepokojem” – wspominał w Kręgu tym czasie pracował w Jerozolimie dla Polskiej Agencji Telegraficznej. Często brał nocne zmiany i w czasie jednej z tych zmian w zagraconym pokoju trafił na starą gazetę, w której zamieszczono reprodukcję rzeźby Ukrzyżowanego Innocenza z Palermo, znaną z kościoła San Damiano w Asyżu. Doznał wstrząsu, ujrzał sens swojego życia i dokonał Ukrzyżowany miał oczy zamknięte, „ale On mnie widział” – powiedział później. Po powrocie do domu „otworzył Nowy Testament jak się otwiera drzwi prowadzące do domu”. Drążącymi rękami wyciął reprodukcję z gazety, oprawił w ramkę i gdziekolwiek mieszkał, zabierał ją ze sobą. W testamencie zaznaczył, aby ten wizerunek włożyć do jego trumny razem z różańcem, który podarował mu Jan Paweł to było jedno ze spektakularnych nawróceń? Nawrócenie to słowo, którego Brandstaetter nie lubił. „Ja nie byłem poganinem, żebym miał się nawracać. Po prostu uznałem Nowy Testament za całkowite wypełnienie Obietnicy Pańskiej zawartej w Starym Testamencie. I na tym koniec. Cała reszta była dla mnie logiczną konsekwencją tego faktu”.15 grudnia 1946 r. przyjął chrzest w kościele paulinów przy via dei Barbieri w Rzymie. Tydzień później, w tym samym kościele, już jako Roman Paweł poślubił Reginę z – najpiękniejszy człowiek mojego życia„Pani zostanie moją żoną” – powiedział do Reginy z Brochowicz-Wiktorówny.„To niemożliwe, bo ja jestem dobrze urodzoną szlachcianką, katoliczką, a pan jest Żydem… To jest po prostu w żaden sposób niemożliwe”. „Dla Boga nie ma nic niemożliwego” – małżeństwem przez czterdzieści lat. Ona, szlachcianka z Woli Sękowej, sekretarka ambasadora polskiego w Rzymie, prof. Stanisława Kota, znająca języki i literaturę, była dla niego wsparciem, muzą i pierwszą czytelniczką wszystkich dzieł. Zmarła w 1986 r., po długiej chorobie, a on po tej śmierci nie był już tym samym człowiekiem.„Moja Żona, śp. Rena, była najwierniejszym i najpiękniejszym człowiekiem mojego życiai natchnieniem moich najlepszych dzieł” – napisał w testamencie, dopełniając tym samym treść Psalmów żałobnych o śmierci mojej znajomych z poznańskiego okresu ich małżeństwa wspomina barczystego, wielkiego jak dąb Brandstaettera, który kroczy spacerowym krokiem z Winogradów w stronę Cytadeli, a jego żona idzie nieco z tyłu i uśmiecha się, gdy mąż-poeta zatrzymuje się, odwraca i patrzy na nią z Biblię – najważniejszy testament Mistrza„Każdy musi samodzielnie wędrować do Biblii. Każdy musi sobie do niej własną drogę wymościć” – pisał. „Pismo Święte powinno być w miarę podniszczone, ze śladami palców na rogach stronic, zapisane na marginesie drobnym pismem i upstrzone różnokolorowymi podkreśleniami, przypominającymi mosty przerzucone nad przepaścią. Każde takie podkreślenie i każda uwaga zapisana na marginesie księgi, na dole, o góry, po bokach, jest dowodem naszego przenikania w tekst i naszego spoufalenia się, jest jakby podpisem stwierdzającym nasz współudział w zdarzeniach, dziejących się na jej kartach” – jego literackie prace i wysiłki, tłumaczenia ksiąg biblijnych, z którymi zmagał się po nocach miały jeden, najważniejszy cel: zachęcić do czytania Biblii, do wejścia w krąg jej Światła, Słowa, które zmienia śmierciPorządkowanie mieszkania po śmierci poety przypadło w jakiejś mierze ojcom dominikanom. O. Jan Góra znalazł na biurku różne wydania Pisma Świętego, a jedno szczególnie pozakreślane na kolorowo. Było to tłumaczenie ks. Kowalskiego, bardzo zużyty egzemplarz, ledwo trzymający się były na swoim miejscu, w kałamarzu. Wszystko w takim porządku, jak Mistrz lubił. To, na co o. Jan zwrócił uwagę, to był… kosz na śmieci. „Był zapełniony do połowy, a w nim jakieś zmięte karteczki, zapisane charakterystycznym pismem. Wyjąłem je, delikatnie, a na nich wszystkich – karteluszkach, fiszkach, okładki starych kalendarzy, notesików z podróży, zapisków i notatek ten sam początek na górze: W Imię Boże! On tak wszystko zaczynał… i dzień, i pisanie, i życie” – wspominał o. z książek:R. Brandstaetter, „Przypadki mojego życia”R. Brandstaetter, „Krąg biblijny”R. Brandstaetter, „Pieśń o moim Chrystusie”O. Jan Góra OP, „Był jak przechodzień do domu Ojca”
roman brandstaetter pieśń o moim chrystusie